O autorze
Grzegorz Miśta: specjalista od kilkunastu lat pracujący dla branży interactive i mobile. Doświadczenie w digital marketingu zdobywał przy projektach dla polskich jak i zagranicznych firm. Entuzjasta projektowania użytecznych interfejsów webowych odpowiadających na potrzeby użytkowników oraz cele biznesowe. Obecnie Dyrektor marketingu w ActiveMobi. Wyznawca digitalowej filozofii „mobile first”.

Mobile first, smart now

Niedawno na jednej z grup dyskusyjnych na Facebooku można było przeczytać takie oto zdanie: „Niedługo każda treść najpierw będzie konsumowana przez odbiorcę w mobile”. Jeszcze kilka lat temu takie stwierdzenie mogłoby budzić jedynie uśmiech politowania. Dziś, nikt już nie nie śmieje (a zwłaszcza marketerzy), a myśli jak w najlepszy z możliwych sposobów zaistnieć w mobile, by nie tylko zbudować wizerunek marki, ale również, a może przede wszystkim, skutecznie sprzedawać.

Jak każda nowinka, tak i ta potrzebowała czasu na akceptację użytkowników, ale również zrozumienie mechanizmu JAK TO DZIAŁA. Teraz, gdy liczba osób, które mają smartfony z roku na rok systematycznie rośnie (według raportu Generation Mobile za rok 2013 roku świadomymi użytkownikami tych urządzeń było 30 proc. ankietowanych, a dane mówią o powolnym, ale systematycznym ich wzroście), nikt już nie kwestionuje siły mobile, a pytanie które coraz częściej ciśnie się na usta, brzmi: „Czy mobile to przyszłość komunikacji W OGÓLE?".

I w sumie można by skwitować całą sprawę lakonicznym stwierdzeniem: TAK, mobile to przyszłość komunikacji i sprzedaży, a także modeli biznesowych. Pamiętam te śmichy chichy, gdy od kilku lat powtarzano: „Ten rok będzie już na pewno rokiem mobile". Tak, ten rok jest już z pewnością rokiem mobile, podobnie jak poprzedni i jeszcze poprzedni. W sumie warto się w tym miejscu zastanowić, dlaczego smartfony realnie wpłynęły na jakość naszego życia i je najzwyczajniej w świecie (nieodwracalnie) zmieniły.

W skrócie można powiedzieć, że mobile first jest tworzeniem treści z myślą przede wszystkim o urządzeniach mobilnych, a dopiero potem szerokoekranowych, jak tablet, laptop czy komputer stacjonarny. Marki kierujące swój przekaz do młodszych konsumentów, dla których smartfon jest często jak, bez przesady, trzecia ręka, zaczynają dialog właśnie od mobile, dopiero potem angażując na innych kanałach.

No cóż, smartfon przede wszystkim jest ekranem pierwszego wyboru ponadto dostępnym praktycznie w każdym miejscu i o każdej porze. Współcześnie nie jesteśmy już okablowani, a telefon stał się najskuteczniejszym narzędziem do WYSZUKIWANIA INFORMACJI. Jesteś na mieście i zastanawiasz się gdzie zjeść lunch? A może jesteś wegetarianinem i w promieniu najbliższego kilometra poszukujesz knajpki? Aplikacje podpowiadające gdzie zjeść, gdzie zaparkować, co grają aktualnie w kinie i co ciekawego możesz zobaczyć w muzeum, lubimy szczególnie. Powód jest prosty – dotąd nie było pod ręką tak prostego, i co najważniejsze, szybkiego sposobu sprawdzenia informacji. To ważny głos za mobile first, i co ważne, marki doskonale już o tym wiedzą!

A jak dziś kupujemy? Ano przez telefon, a na dodatek robimy to najczęściej spontanicznie, albo z niewielkim wyprzedzeniem czasu. A strona, która rozjeżdża się na telefonie, na której nie można skorzystać ze wszystkich jej funkcjonalności, jest delikatnie mówiąc, strzałem w kolano. I sprawdza się tu wyśmienicie teoria pierwszego wrażenia, które jeśli nie jest wystarczająco satysfakcjonujące i pozytywne, skutecznie zniechęca do skorzystania w przyszłości. Kolejny punkt dla idei mobile first!

Dokąd to wszystko zmierza? Wydaje się że kwestią czasu jest stwierdzenie faktu, że mobile to przyszłość komunikacji, konsumowania treści, a nawet więcej – sposobu życia, swoistej filozofii. Popatrzmy: Facebook poinformował, że już w tym momencie większość użytkowników korzysta z niego za pomocą smartfonów. Ale gdyby przyjrzeć się wynikom badań okazje się, że główną przyczyną korzystania ze smartfonów jest... robienie zdjęć. Okazuje się, że telefony skutecznie wyparły aparaty cyfrowe. Na samym tylko Snapchacie użytkownicy przesyłają dziennie ponad 500 mln zdjęć i filmów, a trzeba pamiętać, że to aplikacja wciąż czekająca na swoje najlepsze dni. Ta sytuacja rodzi niezwykłe pole do popisu dla firm, które będą umiały dostrzec siłę i wagę tego trendu i naturalnie przekują je w skuteczne narzędzie biznesowe. Na pewno żyjemy w ciekawych czasach, a przeszczepione z angielskiego słówko „smart” mimo iż ma odpowiednik w rodzimym języku, jak nigdy wcześniej jest TRENDY.
Trwa ładowanie komentarzy...